Wierzę w Boginię, Matkę wszechmogącą…

Przy lekturze znajdującego się w najnowszym numerze „Tygodnika” artykułu o pobożności maryjnej uderzyła mnie myśl, jak bardzo ludowy kult maryjny w różnych częściach świata bliski jest kultowi Bogini.

Ubóstwianie Marii jest, oczywiście, jawną herezją i teologowie katoliccy co rusz podkreślają błędność tej postawy oraz próbują wytyczyć właściwe ramy katolickiego kultu maryjnego. Niemniej jednak warto rozważyć, czy owo ubóstwianie Matki Jezusa nie jest przejawem głębokiej i słusznej intuicji religijnej. Intuicja ta podpowiada, iż Rzeczywistość Boska przekracza granice płci – z jednej strony nie jest ani męska, ani żeńska, z drugiej zaś strony zawiera w sobie oba te pierwiastki. Opisywanie zatem Boga jedynie w kategoriach męskich (jak ma to miejsce w przeważających nurtach tradycji judeo-chrześcijańskiej) jest niedopuszczalną redukcją. Słuszna intuicja religijna nie może się z tą redukcją pogodzić i „uzupełnia” sferę Boskości o pierwiastek żeński – np. ubóstwiając de facto Marię.

Tu znów teologowie mogliby się wtrącić i przypomnieć, że w tradycji biblijnej można odnaleźć także żeńskie obrazy Boga. Tak np. Józef Ratzinger zwracał uwagę w jednym ze swoich dzieł, że odnoszony do Boga Ojca obraz rodzica noszącego w swoim łonie dziecko i rodzącego je, jest właściwie obrazem macierzyństwa – a zatem, że Ojciec posiada jawne cechy Matki.

Przypomnienia teologów są prawdziwe, ale… Ale jednak obrazy męskie na tyle dominują w języku o Bogu i do Boga, że ów aspekt żeński znika – i domaga się uzupełnienia. Dlatego może warto od czasu do czasu wypowiadać (choćby prywatnie) Credo w nieco zmienionej formie: „Wierzę w Boginię, Matkę wszechmogącą, Stworzycielkę nieba i ziemi…” oraz modlić się modlitwą pańską zaczynającą się od słów: „Matko nasza, która jesteś w niebie, święć się imię Twoje…”

 

 

 

 

 

 

29 myśli nt. „Wierzę w Boginię, Matkę wszechmogącą…

  1. ~marval

    Tak właśnie jest. Tylko co robić, jak się stykasz z taką pobożnością, która mówi ciągle o Maryi-Matce, która wszystko wie, opiekuje się, troszczy itd. Pozwalać na to, choćby nie wiem jak bardzo ubóstwiano Maryję? Przymykać na to oko, wiedząc, że tak naprawdę chodzi o Boga, którego ludzie przeżywają też jako kobiecego i wyrażają to językiem mariologii? Czy jednak precyzować, tłumaczyć, buntować się, nie pozwalać?

    Odpowiedz
  2. ~ANTYPOLAK

    Mamy to tez do czynienie z polska mentalnoscia. Polak liczy na to, ze z Maryja uda mu sie dogadac i ona mu cos tam zalatwi u sowojego partnera Boga ktoremu przeciez Jezusa urodzila.

    Odpowiedz
    1. sikora Autor wpisu

      Pański komentarz jest o tyle błędny, że pobożność maryjna, którą opisuje wspomniany przeze mnie artykuł, to pobożność głównie latynoamerykańska.

      Odpowiedz
      1. ~dor.baj

        Panie Piotrze, nie zgodzę się z Panem. Wszak „Bogurodzica” jest oparta na idei pośrednictwa. Codziennie o 21 za oknem mam Apel Jasnogórski i rozbrzmiewa ” Maryjo Królowo Polski… ” . Kolejny przykład pieśń ” Salve Regina”( oczywiście pochodzenie pieśni nie jest polskie, ale jakże chętnie jest ona śpiewana).
        Pamiętam mojej mamy znajomą ( juz ś.p), która codziennie jeździła na Jasną Górę i twierdziła, że ona, to ” w nic nie wierzy, tylko w Najświętszą Panienkę.”

        Może miał Pan na myśli religijność latynoamerykańską, ale w polskiej religijności funkcjonuje kult Maryi od wieków.
        Ot, nawet dziś mówiono, jak to bolszewikom Matka Boska się ukazała i 93 lata temu armia polska zatrzymała falę komunistycznej zarazy. Jak to pięknie wpisuje się mesjanistyczną rolę polskiego narodu, prawda? W czasie Potopu szwedzkiego i obrony Jasnej Góry podobno też jakiś cud się wydarzył. Ja się za bardzo na cudach nie znam, ale ludzie gadają 🙂

        Odpowiedz
        1. ~ANTYPOLAK

          Nie wiem czy Latynosi maja podobna modlitwe, ale dla nas Maria jest Oredowniczka i Posredniczka:

          Pod Twoją obronę
          uciekamy się,
          święta Boża
          Rodzicielko,

          naszymi prośbami
          racz nie gardzić
          w potrzebach
          naszych,

          ale od wszelakich
          złych przygód
          racz nas zawsze wybawiać,
          Panno chwalebna
          i błogosławiona.

          O Pani nasza,
          Orędowniczko nasza,
          Pośredniczko nasza,

          Odpowiedz
          1. ~dor.baj

            Nawet w modlitwie ” Zdrowaś Maryjo ” mamy ideę pośrednictwa: ” Módl się za nami grzecznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej”.
            Oczywiście w Biblii drugiej części modlitwy już nie znajdziemy, ktoś sobie dopisał.

          2. ~ANTYPOLAK

            Latwiej jest nam dogadac sie z kims kto byl kiedys czlowiekiem z krwi i kosci.
            Zakladamy, ze Maria wyslucha nas, a pozniej – jako Posredniczka / Oredowniczka nasza – pojdzie do Syna swego i zalatwi nam, to o co prosimy. Nie zakladamy, ze jest wszechmogaca, ale jestesmy pewni, ze ma „uklady”.

  3. ~asia

    Maryja to boska perełka cnoty.
    Tą cnotą jest pokora i cierpliwość, bo tego wymagają męskie osobniki…
    Maryja nie ma za zadanie przyćmiewać Boga, On na niego wskazuje przez Jezusa, a przecież jest jego matką…
    Dodam jeszcze tylko jedną rzecz, często wydaje nam się, że Bóg to złota rybka spełniająca roszczenia rybaka….
    Wydaje mi się, że właśnie Maryja w całej jej postawie wyczekiwania i pokory, odpowiada, że godzenie się z wyrokami bożymi, ratuje nas od gorszej tragedii, a jej kult to zgadzanie się jej postawą – zresztą pokazał to swoją osobą Jan Paweł II
    „CAŁY TWÓJ” – to jak przyjęcie postawy pokory
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
    http://kadrowane.bloog.pl/

    Odpowiedz
  4. ~Leszek Nowak

    Po prostu bóg jest takim wyimaginowanym, wymarzonym, wirtualnym super-ojcem, a tzw. matka boska spełnia w chrześcijaństwie rolę wyimaginowanej, wymarzonej, wirtualnej super-mamusi. I jest komplet super-rodziców, super-opiekunów. To wynika z faktu, że jako ssaki potrzebujemy długotrwałej opieki rodziców. Wiele osób owej opieki potrzebują (niestety) do końca życia.

    http://www.opracowanie.eu/

    Odpowiedz
    1. ~Stasiek Sołtan

      ,,tzw. matka boska”. Tak zwana – gdyż Bóg nie istnieje, czy też, gdyż Bóg nie mógł się narodzić?

      Odpowiedz
        1. ~Stasiek Sołtan

          Aha. Wybaczy Pan, że będę dalej ciągnął wątpliwości natury teologicznej, ignorując główny cel Pana wypowiedzi. Rozumiem, że to wyżej to miała być odpowiedź na moje pytanie; tymczasem jest spora grupa ludzi na świecie – nazywają się muzułmanie – którzy, jak słyszałem, wolą unikać nazywania Boga ojcem (i to z powodów teologicznych); jeszcze mniej ojcowskie są chyba wyobrażenia najwyższego bytu w religiach wschodnich. Dlatego, znając mniej więcej powód wiary chrześcijan (czyli też mnie) w Boga Ojca, chciałem poznać po prostu Pana opinię o Bogu. Podejrzewam, że istnieje ona (ta opinia) niezależnie od Pana ssakowatości czy stosunku do chrześcijan, i że pisze pan o Bogu z małej litery nie tylko po to, by podkreślić swoją samodzielność.

          Odpowiedz
          1. ~Leszek Nowak

            Według muzułmanów, tudzież wyznawców innych religii, które unikają nazywania boga ojcem, ichni „bóg” jest stwórcą (spłodzicielem) wszystkiego? Jest źródłem norm postępowania? Kontroluje sytuację wokół swoich wyznawców i w całym kosmosie? A zatem nieważne, jak zwał, ważne jakie cechy przypisuje się temu urojeniu.

            Nie mogę mieć opinii na temat kogoś (czegoś), kto (co) nie istnieje.

            http://www.opracowanie.eu/

          2. ~Stasiek Sołtan

            Przedstawienia Stwórcy świata (czy jakkolwiek Boga można nazwać) potrafią być
            tak odległe od wyobrażenia ssaczego rodzica, dobrego czy złego, że Pana
            wyjaśnienie całej religii jest naciągane. Zresztą, podał Pan tak szeroką
            definicję ojcostwa, że zdefiniował Pan nawet wszelką przyczynę czegokolwiek wg
            ateistów. Z Wielkiego Wybuchu powstało wszystko. Ewolucja jest źródłem norm
            postępowania. Środowisko w którym żyją materialiści, oraz środowisko
            naturalne, kontroluje sytuację wokół swoich wyznawców. Chciałem powiedzieć,
            wokół ludzi. Prawa przyrody działają w całym Kosmosie. Rządzą nawet przypadkiem
            na poziomie fundamentalnym. Ostatecznie więc, Materialista staje się
            panteistą. Albo traktuje naukę jak matkę i ufa przypadkowi jak ojcu.

            Co do Pana opinii: twierdzi Pan, że Bóg nie istnieje. Opiera Pan to na
            stwierdzeniu, że wyobrażenia Boga to urojenie. Super. Tylko że fakt urojeń na
            dany temat nie dowodzi braku tematu. Parę przyziemnych przykładów: poezja
            ubóstwiająca kobiety nie jest dowodem na nieistnienie kobiet; jest tylko
            dowodem, że poeci ciut się mylili. Wcześni uczeni tworzący aparat matematyczny
            termodynamiki wierzyli w istnienie cieplika; lecz ich urojenia w tym względzie
            nie przeszkodziły temu, że dobrze opisali zasady transportu ciepła.

            Tymczasem Pan nie wierzy w Boga, bo Jego wizerunki to ludzki wymysł. Dziwi mnie
            w takim razie, że tak pewien jest Pan swoich racji. Jakim cudem wymysły
            ssaczego umysłu takie jak ssak czy samodzielność nadają się do opisu świata,
            więcej: ssaczego umysłu, który je wymyślił? Na jakiej zasadzie Pana urojenia są
            więcej warte od moich? Jeśli jest Pan tylko ssakiem, to skąd Pan wie, że ma Pan
            rację? Nawet samodzielnym ssakiem; bo cóż to niby oznacza? Do czego organizm
            ateisty jest bardziej przystosowany niż organizm teisty? A jeśli jest do czegoś
            lepiej przystosowany, to jakie ma to znaczenie?

            Twierdzę, że potrzeba Przyczyny poza światem, żeby naprawdę wyjaśnić świat i
            człowieka; a już na pewno potrzeba takiej Przyczyny, by wyjaśnić wyjaśnialność
            świata i człowieka.

          3. ~Leszek Nowak

            W ludzkiej naturze tkwi głęboko zakorzeniona skłonność, by to, co niezrozumiałe tłumaczyć działaniem czarów lub sił „nie z tego świata.
            (Katarzyna Hamer – psycholog)

            Vide – np. pioruny ciskane przez Zeusa. Teraz to zostało przeniesione dalej i może bardziej uwznioślone. Ale bardziej wysublimowane i uwznioślone urojenia nadal pozostają urojeniami.
            W swojej przydługiej wypowiedzi strasznie się Pan napina i filozofuje. Zupełnie niepotrzebnie. Ja sobie spokojnie żyję, a Pan mi wciska jakiegoś „pana boga”. Mam nadzieję, ż Pan tego nie odwróci. A jeżeli tak, to już odpowiadam – wciskam również Panu to, że nie istnieją krasnoludki.
            Szanowny Panie, jest świat. Jeżeli nie potrafi Pan sobie wyobrazić tego świata bez „pana boga”, to jest to Pański problem.

          4. ~Stasiek Sołtan

            Heh. Z tym napinaniem się Pan mnie trafił. Powinienem był poprzestać na
            pierwszym akapicie mego, nie przymierzając, traktatu. trudno mi tylko – wybaczy Pan czepialstwo – ocenić, co jest bardziej niepotrzebne: długie filozofowanie czy psychologiczne diagnozowanie. Na blogu poświęconym niepotrzebnej Panu do życia ortodoksji.

            Są dwie rzeczy, które zdają się mi wciąż ciekawe. Jedna: czy zrozumiałość świata jest zrozumiała? Druga: czy cierpię na nadmiar wyobraźni (bo wierzę w Boga) czy jej brak (bo nie potrafię wyobrazić sobe świata bez przyczyny)?

          5. ~Leszek Nowak

            „trudno mi tylko – wybaczy Pan czepialstwo – ocenić, co jest bardziej niepotrzebne: długie filozofowanie czy psychologiczne diagnozowanie. Na blogu poświęconym niepotrzebnej Panu do życia ortodoksji.”

            Wie Pan, to jest tak jak napisał prof. Władysław Witwicki:

            „Ja tylko nad tym pracuję, żeby i wierzący i niewierzący byli oświeceni; jedni wiedzieli w co i dlaczego wierzą, a drudzy wiedzieli, w co i dlaczego nie wierzą – a nie tak: bij zabij jeden na drugiego i nikt nikogo dobrze nie rozumie.”

  5. ~Lolek

    Dlaczego opisywanie Boga głównie jako Ojca jest niedopuszczalną redukcją? Skoro PŚ i Tradycja właśnie tak nauczają? Czy PŚ i Tradycja nie są właśnie wyrazem głębokiej i słusznej intuicji religijnej? Czy nie lepiej iść w kierunku teologii negatywnej i medytować to, że Bóg w niewyobrażalnym stopniu przekracza nasze pojęcia niż proponować dziwaczne modlitwy do Bogini Matki?

    Odpowiedz
  6. ~Alba

    Ojej… Jakie to wszystko politycznie poprawne…:) Jeśli (w co wierzę głęboko) płeć jest jedynie LUDZKĄ, a nie Boską kategorią (choć np. niektóre tradycje rabiniczne nauczały, że nawet aniołowie są obrzezani – stąd wniosek, że przypisywano im płeć męską:)), to po co wtłaczać Boga w dychotomię „męskie/żeńskie” i na przemian traktować Go jako mężczyznę i jako kobietę? W poniedziałek tak, we wtorek inaczej.:) Żeby wszyscy byli zadowoleni – nawet najbardziej radykalne feministki. Pewna teolog z tego nurtu, która powiedziała, że „jeśli Bóg jest mężczyzną, to mężczyzna jest bogiem.” w następstwie swoich jakże ożywczych poszukiwań „Onej” już dawno opuściła Kościół katolicki i nawet chrześcijaństwo i zaczęła oddawać cześć właśnie Bogini Matce/Ziemi, Gai. Co uważam za równie nieroztropne, jak robienie z Boga Wielkiego Macho. DLA MNIE Bóg jest „On” ale w sensie „przedmęskim” (w Biblii słowo „isz” pojawia się dopiero przy stworzeniu Ewy), jako że niezręcznie byłoby mówić o Nim „Ono” czy też „To.” Najlepiej byłoby chyba mówić po prostu „Ty” [Ty, który jesteś… – tak często się modlę…]. Poza tym przy platońskim ujęciu Boga jako „Wielkiego Hermafrodyty” nie za bardzo wiedziałabym, co począć ze słowami Jezusa, który (jednak!) mówił o Bogu „Abba!” nie zaś: „Ojcze nasz i Matko nasza…” Wolę ujęcie Jana Pawła II, który powiedział kiedyś, że „Bóg jest naszym Ojcem, ale takim, który kocha nas [też] tak jak Matka” – o czym świadczą zarówno niektóre ustępy Pisma św. jak i wizje mistyków.

    Odpowiedz
    1. ~Alba

      Natomiast kult maryjny i jego wypaczenia to osobny problem. Pewien znany mariolog powiedział kiedyś, że im bardziej Bóg był przedstawiany jako surowy i odległy – tym bardziej „cukierkową” czczono Maryję, jako dobrą, słodką Mateczkę, która ma osłaniać swe dzieci przed ojcem-psychopatą. Widać to, niestety, także w niektórych pieśniach maryjnych, których z zasady nie śpiewam, uważając je za heretyckie: „A kiedy Ojciec rozgniewany siecze, szczęśliwy, kto się do Matki uciecze!” Oczywiście, było też tak, że w przeszłości całe narody, nawracane „hurtem” na chrześcijaństwo, bez należytego zrozumienia, zachowały w dużej mierze „pogańską” wizję Najwyższego Boga, który wprawdzie istnieje (w to wierzą również politeiści!), ale siedzi „za wysoko” by się zajmować sprawami ludzi na Ziemi – i dlatego potrzebni nam są pomniejsi bogowie „codziennego użytku”, których znaleziono w chrześcijańskich świętych i w Maryi właśnie. Dziś jednak, gdy nasze rozumienie Boga ulega oczyszczeniu (i wraca On na właściwe dla siebie miejsce) warto byłoby oczyścić i to. Niech święci będą TYLKO tym, czym są – naszymi braćmi i siostrami w wierze, którzy już doszli do Nieba, ludźmi, jak my; a Maryja – „Matką mojego Pana.” Postrzeganie Jej jako kogoś w rodzaju „Wszechmogącej Bogini”, równej, a może nawet mocniejszej od Boga samego, jest nie tylko przeszkodą w dialogu ekumenicznym (bo bracia protestanci wciąż pytają, ile my właściwie mamy tych „Matek Boskich”:)), ale również zwykłym bluźnierstwem, bałwochwalstwem, które, jak sądzę, głęboko Ją obraża. Myślę, że Maryja nie chce TAKIEJ czci. Por. pozdrowienie rozgłośni o. Rydzyka, które właśnie ZRÓWNUJE Matkę z Jej Synem.

      Odpowiedz
    2. sikora Autor wpisu

      Nie zamierzam wtłaczać [?] w kategorie męskie/żeńskie. Przeciwnie, chciałem zwrócić uwagę, że [?] wykracza poza te kategorie. Tym niemniej mówiąc o/do [?], mówimy w tych właśnie kategoriach. Dlatego warto mówić o/do [?] w kategoriach, które na swoim kategorialnym poziomie są opozycjami, by uświadomić sobie, że [?] jest (nie będąc) poza opozycjami (i w nich)
      Pozdrawiam

      Odpowiedz
  7. ~Alba

    Zgoda, panie Piotrze: Bóg (może lepiej unikajmy wszelkich zaimków;)), jest „ponad” i „poza” wszelkimi naszymi kategoriami – i jest także wewnątrz nich (odkąd usłyszałam, mając chyba lat 6, że Bóg stworzył CZŁOWIEKA jako mężczyznę i niewiastę, a OBOJE na swoje podobieństwo, było dla mnie jasne, że „męskość” i „kobiecość” są jakoś w Nim obecne – „patrzył w siebie i stwarzał nas” – jak bowiem inaczej rozumieć słowo „obraz”?). MY jednak jesteśmy tylko ludźmi, żyjącymi i myślącymi wewnątrz tych kategorii. I MUSIMY ich używać również mówiąc do i o „Boskim Ty.” No, chyba, że mamy być skazani tylko i wyłącznie na teologię negatywną, która wprawdzie rozsądnie naucza, że więcej o Tym Bycie nie wiemy, niż wiemy – ale niewiele więcej może nam o Nim powiedzieć. Zauważyłam, że bardzo sprytnie użył Pan znaków zapytania w miejscach, gdzie należałoby wstawić słowo „Bóg.”;) Oczywiście, można (na poziomie intelektualnym) WIERZYĆ w Boga, który byłby tylko Wielkim Pytajnikiem (czy Znak Zapytania ma płeć?:) Z pewnością nie ma!:)) – ale ja mam wątpliwości, czy dałoby się Go kochać. Na szczęście jednak „Ty” nie jest tylko „Wielką Niewiadomą”, przynajmniej dla mnie. Jest to „Ty” które się objawiło i nieustannie objawia ludzkości. A objawiło się także w miłości OJCOWSKIEJ (która, na szczęście, różni się od równie pięknej, ale INNEJ, matczynej). No, chyba że Jezus się pomylił – albo był „zbałamucony ówcześnie panującą męską cywilizacją” i my teraz powinniśmy Go koniecznie POPRAWIĆ, dopisując (jak w niektórych feministycznych przekładach Biblii) do „Boga Ojca” także „Boga Matkę Naszą.” Wydaje mi się jednak – choć nie roszczę sobie w tej kwestii prawa do nieomylności – że te próby ucieczki przed „kategoriami” są nie tylko nieudolne – podobnie jak w ideologiach gender, które głoszą czasem, że „mama czy tata to jedno i to samo – grunt, by KTOŚ („ktoś” też nie ma płci:)) – dziecko KOCHAŁ.” – ale wręcz wprowadzają pewien „zamęt” w naszym myśleniu o świecie (bo – chcemy czy nie, jesteśmy zawsze skazani na pewne „ramy” naszego języka). A czy Kościół nie modli się każdego dnia do „Ty” aby nas zechciał (zechciało?:)) zachować bezpiecznymi „od WSZELKIEGO zamętu”?:)

    Odpowiedz
  8. ~Alba

    I jeszcze jedno zdanie o Maryi, z książki mojego znajomego, „byłego” księdza Tomasza Jaeschke, który napisał, że „w ciągu wieków zrobiono z Niej jak gdyby genetyczną krzyżówkę człowieka z aniołem. (…) Oby Maryja wybaczyła mariologom!” Uważam, że coś w tym jest…mimo że bardzo Ją kocham. Ps. Czy kiedy po parafiach „peregrynuje” ta czy inna figura lub OBRAZ „Matki Boskiej” a proboszcz mówi: „Przywitajmy MARYJĘ w naszej parafii!” to nie trąci to bałwochwalstwem? Rozumiem, że przed „nawiedzeniem” była Ona w tej parafii nieobecna?:) Jeszcze dalej poszedł w tym kierunku inny ksiądz, który, gdy na lotnisku „witano” uroczyście figurkę przywiezioną z Portugalii, wypalił podczas homilii: „Matko Boska Częstochowska, przyjechała do nas dziś z Fatimy Twoja SIOSTRA…”:))) Ano, właśnie.

    Odpowiedz
  9. ~Alba

    I jeszcze jedno zdanie o Maryi, z książki mojego znajomego, „byłego” księdza Tomasza Jaeschke, który napisał, że „w ciągu wieków zrobiono z Niej jak gdyby genetyczną krzyżówkę człowieka z aniołem. (…) Oby Maryja wybaczyła mariologom!” Uważam, że coś w tym jest…mimo że bardzo Ją kocham. Ps. Czy kiedy po parafiach „pelegrynuje” ta czy inna figura lub OBRAZ „Matki Boskiej” a proboszcz mówi: „Przywitajmy MARYJĘ w naszej parafii!” to nie trąci to bałwochwalstwem? Rozumiem, że przed „nawiedzeniem” była Ona w tej parafii nieobecna?:) Jeszcze dalej poszedł w tym kierunku inny ksiądz, który, gdy na lotnisku „witano” uroczyście figurkę przywiezioną z Portugalii, wypalił podczas homilii: „Matko Boska Częstochowska, przyjechała do nas dziś z Fatimy Twoja SIOSTRA…”:))) Ano, właśnie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *