jeden-trzy-nic i bezwzględne miłosierdzie

W niedawnym tekście, który ukazał się w „Tygodniku” na zesłanie Ducha, pisałem o bezwzględnym miłosierdziu z jakim Jezus doprowadza Samarytankę do konfrontacji z jej wewnętrzną prawdą. Tuż przed drukiem ktoś w redakcji wyciął z tekstu przymiotnik „bezwzlędne”. Być może nie pasował mu do miłosierdzia. Przyznaję – w przypadku ludzkiego miłosierdzia bezwzględność nie jest jakością, która by pasowała. Lecz warto pamiętać, że gdy przypisujemy Bogu jakąkolwiek cechę, wówczas to, co rozumiemy i mamy na myśli, zupełnie się do Niego nie stosuje. Nawet jeśli, jak w przypadku Samarytanki, nasza mowa jest intepretacją doświadczenia Boga – doświadczenie takie może (a może i powinno) rozrywać nasze kategorie myślenia. Stąd w języku religijnym oksymorony i paradoksy. Zapewne sformułowanie „bezwzględne miłosierdzie” ma coś z oksymoronu. Czyż jednak nie doświadczamy nieraz bezwzględności Boga, która JEST jednocześnie miłosierdziem?

Fundamentem chrześcijaństwa jest paradoks. Świętujemy go dzisiaj – gdy piszę te słowa jest jeszcze niedziela Trójcy Świętej. Myślimy czasem, że chrześcijaństwo proponuje tu rozwiniętą, wyrafinowaną pojęciowo doktrynę, system. Naprawdę wielcy teologowie zdawali sobie sprawę, że jest przeciwnie. Jak ujął to św. Augustyn w swoim dziele „O Trójcy”:  „Gdy jednak pytamy: Co za Trzej? – wówczas język ludzki zmaga się z wielkimi trudnościami. Odpowiada się wprawdzie: ‘Trzy Osoby’, ale mówi się tak nie tyle po to, żeby je wyrazić, ile raczej dlatego, żeby nie pozostać nic nie powiedziawszy”.

Jeden Bóg, trzy osoby. Mówimy tak. Ale ten sam Augustyn za innymi Ojcami Kościoła mawiał, że w przypadku Boga liczenie nie ma sensu. A zatem ani jeden, ani trzy. Zatem nie doktryna, lecz raczej koan zatrzymujący myślenie.

Zatem: Co? Niektórzy (Pseudo-Dionizy, Eriugena, Eckhart, Tomasz z Akwinu, Kuzańczyk) powiedzieli by: Nic. I z wiarą, na Nic postawili całe swoje życie.

 

 

4 myśli w temacie “jeden-trzy-nic i bezwzględne miłosierdzie

  1. ~Alba

    NIC? Niepoznawalne, Niepojęte – to jednak mimo wszystko Coś Innego (Ktoś Inny) niż „Nic” 🙂 Jest to „coś” czego nie pojmuję, a jednak wierzę (zakładam) że istnieje, że MOŻE istnieć. Jeden w Trzech, Trzech w Jednym… Bardzo lubię ten fragment jakiegoś wiersza: „Trzy Płomienie w Jeden Ogień…” Ale zdaję sobie sprawę, że bardzo trudno mówić o tym, nie ześlizgując się w jakąś herezję. Jest to po prostu coś, co nieskończenie przekracza naszą wyobraźnię…

    Odpowiedz
  2. ~Jacek P.

    Witam,
    Panie Piotrze (pozwoli Pan użyć tej formy – co prawda nie znamy się, ale chyba jesteśmy z tego samego pokolenia), piszę zainspirowany wieloma Pańskimi wypowiedziami, zwłaszcza zaś książką „Logos niepojęty”, piszę jako ten który już od wielu lat toruje sobie medytacyjną drogę poprzez ścieżki chrześcijaństwa. Otóż ostrożnie z tym Nic. Mówię to jako chrześcijanin, a zarazem zwolennik radykalnej medytacji buddyjskiej. Buddyzm bardzo różne ma oblicza, siunjata właśnie (nasze Nic) jest bardzo spornym pojęciem także w ramach samego buddyzmu. Rozumienia tego pojęcia jako czystej nicości, dla nas chrześcijan nie do przyjęcia, konkurują z takimi wskazaniami, że Nic jest tylko tą jakością bytu, która odsłania się w medytacji, ale jest to Nic aktywne, twórcze, promienne i wszechogarniające. A zatem które Nic ma chrześcijanin na myśli? Katolicka świadomość religijna, ta krytyczna wobec duchowości Wschodu, powie – Nic to zdrada osobowego Boga. My zaś wiemy, że tak nie jest, ale widzimy, że stąpamy tutaj nad krawędzią ideowych przepaści. Kiedy w chrześcijaństwie mówi się o „Nic” (czyli o Tym, Który Wygląda Jak NIc) – musimy koniecznie rzecz precyzować. Tyle na początek, a teraz pytanie, które nurtuje mnie już od dawna: W Logosie, książce niezwykle potrzebnej i bardzo ciekawej, pominął Pan św. Jana od Krzyża. Dlaczego?
    Serdecznie pozdrawiam, życzę wielu błogosławieństw na drodze do Tego, Który Jest.
    Jacek Parkitny

    Odpowiedz
  3. ~Tomasz Budzeń

    W głowie mi się nie mieści, jak można określać się mianem teologa katolickiego i wypisywać takie rzeczy, jak to, że „fundamentem chrześcijaństwa jest paradoks” albo „koan zatrzymujący myślenie” – Ktoś powinien Pana postawić do pionu: fundamentem chrześcijaństwa jest Jezus Chrystus, a Trójca Święta, to nie jest żaden „koan”, tylko Wielka Tajemnica Boża. Dalej mi się nie chce komentować … i jeszcze jedno – niech Pan nie obraża św. Tomasza z Akwinu i innych ludzi pisząc, że powiedziałby „Nic”, bo to jest zwykły skandal – proponuję modlitwę i Różaniec Św.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *